Wybierz region

Wybierz miasto

    Górnik zasypany w kopalni "Siltech" nie żyje

    Autor: Marlena Polok-Kin

    2006-02-28, Aktualizacja: 2006-02-28 10:34 źródło: Dziennik Zachodni

    Górnik, zasypany w kopalni węgla "Siltech" w Zabrzu, nie żyje. Ratownicy dotarli do niego po trwającej blisko dobę akcji ratowniczej. Trwa odgruzowywanie ciała górnika, które jest jeszcze częściowo zasypane i ...

    Górnik, zasypany w kopalni węgla "Siltech" w Zabrzu, nie żyje. Ratownicy dotarli do niego po trwającej blisko dobę akcji ratowniczej. Trwa odgruzowywanie ciała górnika, które jest jeszcze częściowo zasypane i przygniecione elementem obudowy. Nie wiadomo jak długo potrwa wyciąganie ciała mężczyzny.

    39-letni ślusarz, pracownik prywatnej kopalni węgla kamiennego "Siltech" został w nocy z niedzieli na poniedziałek zasypany 380 metrów pod ziemią podczas naprawy rurociągu przeciwpożarowego. To część dawnej KWK Pstrowski, tej samej, w której został cudownie uratowany Alojzy Piontek. Przypominają to okoliczni mieszkańcy, dawni pracownicy tej kopalni, którzy dowiedzieli się o akcji ratowniczej po ziemią.

    Do zawału doszło w niedzielę, po godz. 23. Mężczyzna wraz z drugim fachowcem zjechali pod ziemię, aby usunąć awarię. Znaleźli się w szerokim chodniku tak zwanej magistrali transportowej. Tym chodnikiem specjalną taśmą przewożony jest wydobyty węgiel na powierzchnię. Górnicy rozdzielili się, przygotowując się do pracy. Wówczas zawaliły się skały stropowe. Niewykluczone, że awaria, którą zjechali usuwać, przyczyniła się do zawalenia się chodnika. Z uszkodzonego rurociągu p-poż wydobywała się bowiem pod ciśnieniem woda i to ona miałaby naruszyć stabilność chodnika. Na razie to jednak tylko hipoteza.

    Akcja ratunkowa, prowadzona przez trzydziestu ratowników, z pomocą pracowników kopalni, przebiega od początku w trudnych warunkach. Chodnik został zasypany na długości ośmiu i pół metra. Ratownicy posuwają się do przodu wolno, ponieważ osuwisko trzeba na bieżąco obudowywać. Działają z dwóch stron zawalonego odcinka.

    Jak nas poinformował prezes Siltechu, Jan Chojnacki, kiedy późnym popołudniem sygnały z urządzenia lokalizacyjnego w jego lampce wskazywały, że ratowników dzieli od niego mniej niż metr, konieczne okazało się poszerzenie wyrobiska tak, aby można było odsuwać bloki skalne.

    Zasypany górnik to bardzo doświadczony i ceniony pracownik. Ma żonę i dwójkę nastoletnich dzieci. Jest mieszkańcem Bytomia.

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.