Wybierz region

Wybierz miasto

    Już nigdy nie usłyszymy jej zaraźliwego śmiechu

    Autor: (reg)

    2006-03-11, Aktualizacja: 2006-03-10 19:36 źródło: Dziennik Zachodni

    W czwartek zmarła Hanka Bielicka, królowa polskiej estrady i kabaretu, mistrzyni monologu. Miała 90 lat. "Całe życie poświęciłam temu, by Polacy nie zapomnieli się śmiać.

    W czwartek zmarła Hanka Bielicka, królowa polskiej estrady i kabaretu, mistrzyni monologu. Miała 90 lat.

    "Całe życie poświęciłam temu, by Polacy nie zapomnieli się śmiać. Jak Boga kocham, warto było!"

    Na ekranach kin możemy ją oglądać w filmie "Ja wam pokażę!". Gra w nim uroczą cioteczkę głównej bohaterki. Z jakim wdziękiem dopytuje się: "Gdzie reszta?", oglądając czerwone stringi. Ileż ma klasy, sięgając po kieliszek domowej nalewki. W poniedziałek była gościem Szymona Majewskiego w jego "show". Odwiedziła też Sejm z okazji pokazu filmu "Zakazane piosenki". - Pamiętam, że podczas kolaudacji cenzura zakwestionowała fragment jednej z piosenek, który brzmiał: "Polska od morza do morza". Chcąc wyraźnie ostudzić nasze zapędy, kazano nam zmienić ten fragment na, o ile się nie mylę, "Polska od morza do Tatr" - opowiadała Hanka Bielicka parlamentarzystom. Była jedną z tych nielicznych, której słuchała zarówno koalicja, jak i opozycja.

    Medal za pyskowanie

    W październiku 2005 roku Hanka Bielicka została odznaczona złotym medalem Gloria Artis. - Czy wy wiecie dzieci, za co ja ten medal dostałam? Za pyskowanie! - żartowała wówczas. Kolejne pokolenia Polaków podziwiały jej niezwykłą witalność i temperament. Zawsze chciała, żeby ludzie mogli się serdecznie roześmiać. Tak było do czwartku. Hanka Bielicka, która w listopadzie zeszłego roku ukończyła 90 lat, zmarła w Warszawie, w szpitalu przy ulicy Banacha.

    Pierwszy raz zadrżeliśmy o jej życie jesienią 2004 r., kiedy przed jednym z występów Hanka Bielicka trafiła do szpitala w Końskich z pękniętym jelitem. W poniedziałek wystąpiła jeszcze w programie Szymona Majewskiego, ale już wtedy czuła się bardzo źle. Jej serce nie wytrzymywało, i w końcu, po trzydniowej walce, stanęło w czwartek o godz. 16.15.

    Choć poważnie chorowała, występy i życzliwa publiczność trzymały ją w znakomitej kondycji. Miała rzadką cechę. Potrafiła śmiać się z siebie, swojego wieku i wad. - Nawet największe zmartwienia stają się znośniejsze, kiedy mamy uśmiech na twarzy. Humor jest jak dobry zastrzyk. Jak najlepsza terapia. Należy śmiać się na przekór wszystkim i wszystkiemu - twierdziła.

    Dziunia - paniusia miejsko-wiejska

    Urodziła się w 1915 r. miejscowości Konowka, znajdującej się obecnie na Ukrainie. Wychowała się w Łomży. Ponoć jako małe dziecko długo nie mówiła, za to gdy zaczęła, już nikt nie mógł jej powstrzymać. Studiowała romanistykę, a tajniki aktorstwa poznawała w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej w Warszawie, pod okiem Aleksandra Zelwerowicza. To on odkrył w niej talent komiczny i nie pozwolił zoperować charakterystycznego nosa. - Gdyby przyszło pani do głowy grać Ofelię, to radzę już w pierwszym akcie iść do zakonu, bo inaczej widzowie skonają ze śmiechu - powiedział po jednym z egzaminów.

    Na scenie zadebiutowała w 1939 roku w Teatrze na Pohulance w Wilnie. Po wojnie grała w Białymstoku i Łodzi, potem związana była z warszawskimi scenami: Teatrem Współczesnym i Teatrem Syrena. Chętnie występowała też w kabaretach: "Szpak", "U Lopka" czy "U Kierdziołka". W 1947 roku poznała Bogdana Brzezińskiego, który stworzył dla niej postać "paniusi miejsko-wiejskiej", czyli Dziuni Pietrusińskiej. Z prędkością karabinu maszynowego Bielicka komentowała w przezabawny sposób otaczającą nas rzeczywistość. Jej znakiem rozpoznawczym stały się kapelusze, których miała ponad 60. Ludzie wręcz zaczęli twierdzić, że bez nakrycia głowy wygląda dziwnie. Zresztą w kapeluszu wychodziła nawet do kiosku, by kupić kolejną porcję romansów, które uwielbiała czytać. - Teraz już wiem, że jak będę chciała umrzeć, to muszę założyć kapelusz, bo inaczej święty Piotr odeśle mnie z powrotem po to nakrycie głowy - śmiała się.

    Bardziej niż mężczyzn kochała scenę


    W jej prywatnym życiu trudno byłoby się doszukiwać jakichkolwiek skandali. Miała jednego męża, za to takiego, w którym kochały się tłumy kobiet. Mowa o Jerzym Duszyńskim, największym amancie polskiego powojennego kina. Po rozwodzie zostali przyjaciółmi. Hanka Bielicka uparcie twierdziła, że do miłości nie jest stworzona. Bardziej niż mężczyzn kochała scenę i aktorstwo.

    Chociaż najlepiej zapamiętamy ją z estrady, zagrała też wiele ciekawych ról filmowych i serialowych., Oglądaliśmy ją w: "Zakazanych piosenkach", "Panu Wołodyjowskim", "Palce lizać", czy wreszcie w "Ja wam pokażę!". Miała na swoim koncie "Super Wiktora", "Brylantową Kolię Telekamer" i własny odcisk dłoni na Promenadzie Gwiazd w Międzyzdrojach.

    Zawsze potrafiła rozbawić, obdzielić dobrą energię i znaleźć w nas odrobinę optymizmu. Bez niej zrobiło się jakoś smutniej.



    O Hance Bielickiej mówią


    Szymon Majewski, prowadzący i autor programu "Szymon Majewski Show"

    Tuż przed nagraniem mojego programu pani Bielicka powiedziała do mnie na stronie, że to jej pożegnanie z publicznością i ostatni występ w ogóle. Oczywiście stanowczo zaprzeczyłem. Po programie tym, podczas którego Hanka Bielicka aż kipiała energią, a publiczność długo wiwiatowała na jej cześć, byłem przekonany, że artystkę zobaczymy nie raz jeszcze na scenie. Była niesamowita, tańczyła, krzyczała na mnie, ale też wzruszała się.



    Grażyna Wolszczak, aktorka


    Na planie "Ja wam pokażę!", mimo choroby, zadziwiała pogodą ducha . To, że mogliśmy się z nią spotkać, było niezwykłym przeżyciem. To był zaszczyt. Pomimo tego, że była już bardzo schorowana, znosiła dzielnie sceny wyczerpujące nawet dla zdrowych ludzi. Emanowała nieprawdopodobną energią, niesamowitą pogodą ducha. Na planie pani Hania odczuwała dużą tremę, ale trema ta trwała tylko do momentu, kiedy stanęła przed kamerą. Później do głosu dochodził już jej nieprawdopodobny instynkt aktorski.



    Jerzy Ofierski, aktor, pisarz i dziennikarz, twórca postaci sołtysa Kierdziołka


    Hanka Bielicka miała zawsze to, co było jej najbardziej potrzebne - miłość publiczności. Na początku naszej radiowej współpracy znałem ją dosyć powierzchownie. Jednak kiedy miałem bardzo poważny wypadek samochodowy w Warszawie, Hanka od razu zadzwoniła do mojej żony oferując wszelką pomoc. Wtedy uświadomiła mi, że można na nią liczyć, wtedy zaczęła się nasza przyjaźń.

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.