Wybierz region

Wybierz miasto

    Klub missek

    Autor: Rozmawiała: Marianna Lach

    2006-03-22, Aktualizacja: 2006-03-21 20:01 źródło: Dziennik Zachodni

    Rozmowa z Joanną Drozdowską, Miss Polonia 2001 DZ: Jesteś inicjatorką założenia klubu byłych Miss Polonia. Skąd ten pomysł? JOANNA DROZDOWSKA: Chciałabym, aby wszystkie dziewczyny, które kiedyś otrzymały ...

    Rozmowa z Joanną Drozdowską, Miss Polonia 2001



    DZ: Jesteś inicjatorką założenia klubu byłych Miss Polonia. Skąd ten pomysł?


    JOANNA DROZDOWSKA: Chciałabym, aby wszystkie dziewczyny, które kiedyś otrzymały zaszczytny przecież tytuł Miss Polonia, mogły się spotykać i dzielić doświadczeniami. W takim konkursie bierze się udział tylko raz, a doświadczenia są nader bogate, zwłaszcza jeśli chodzi o wyjazdy na konkurs Miss Świata. Po pierwsze chciałabym, abyśmy mogły porozmawiać i porównać, czy jest już lepiej, czy niestety gorzej i podzielić się naszymi przeżyciami. Być może będziemy mogły mieć jakiś wpływ na polskie Biuro Miss Polonia, powiemy, co się nam nie podobało, nad czym biuro powinno popracować.

    DZ: Jakie są twoje wspomnienia z wyjazdu na wybory Miss Świata?

    JD: Z jednej strony to cudowne przeżycie, wyjechać, zobaczyć kawał świata, przez kilka tygodni uczestniczyć w niepowtarzalnej bajce. Z drugiej strony - ja tej bajce przyglądałam się również nieco z boku, obserwowałam, jak sztaby fachowców dbają o kandydatki z innych krajów i było mi przykro, że w moim przypadku niestety tak się nie działo.

    DZ: Ktoś się tobą opiekował?

    JD: Na konkurs poleciałam sama. Nikt mi na przykład nie powiedział, że już przy wysiadaniu z samolotu będziemy fotografowane i filmowane. Wybrałam się jak turystka, w adidasach i dresie. Gdy pilot po wylądowaniu zakomunikował, żeby pasażerowie przepuścili miss różnych krajów, bo na lotnisku już czekają dziennikarze, mnie nikt nie chciał przepuścić. Nie miałam ani stosownego stroju, ani szarfy. Było mi głupio i przykro.

    DZ: Kto przygotowywał dla ciebie kreacje?

    JD: W ostatnim momencie wyciągnęła do mnie rękę projektantka mody Ewa Minge. Dwa dni przed wylotem wybrała coś ze swojej kolekcji, bo nie było już czasu na projektowanie niczego specjalnego na galowy wieczór. Wszystko szyte było na wyższe ode mnie modelki, więc w ostatniej chwili możliwe były tylko drobne przeróbki. Tymczasem byłam tam przez cztery tygodnie i każdego wieczoru prawie sto urodziwych dziewczyn pięknie ubierało się na kolacje, były też różne spotkania, wizyty. A ja miałam tylko kilka ciuchów od pani Ewy.

    DZ: A makijaże, fryzury, wizażyści?

    JD: Sama codziennie dbałam o swój wizerunek, fryzurę i makijaż. Widziałam, że każdą pięknością z innego kraju opiekuje się sztab ludzi. Dziewczyny miały swoich fryzjerów, fryzury, które im najbardziej pasowały, podobnie z makijażem. Wiem, że teraz jest z tym już znacznie lepiej, że ktoś zawsze jedzie z polską miss na konkurs, żeby nie była tam sama. Mną zajmowali się fryzjerzy i wizażyści z biura Miss World, a wiadomo, że to nie to samo.

    DZ: Jako jedynej Miss Polonii udało ci się wystąpić oprócz finałów Miss Świata w finałach Miss Uniwersum w Portoryko. Czy tam, bogatsza o doświadczenia, czułaś się już lepiej?

    JD: Było zdecydowanie lepiej, nabrałam pewności siebie i byłam przygotowana na różne okoliczności. Ale zostałam zaskoczona na lotnisku. Powiedziano mi, że będzie międzylądowanie i nocleg w Madrycie. Musiałam się nieco przepakować. Kreacje od projektanta mody Adama Karskiego również wręczono mi na lotnisku.

    DZ: Opowiedz o sytuacji z koroną Miss Polonia, którą miałaś przekazać swojej następczyni.

    JD: Tydzień wcześniej kazano mi ją oddać do biura Miss. I tak zrobiłam. Potem byłam w komisji, a kiedy na tronie zasiadła już nowa miss Polski, czekałam za sceną, bo miałam przekazać koronę, której nie było. Ochroniarz wypędzał mnie na scenę, bo byłam już wywoływana, a ja wciąż nie miałam korony. Wyszłam na scenę, zrobiło się nieswojo, a ja czułam się głupio. W końcu na scenę wkroczyła Miss Polonii Brytyjskiej i założyła nowej miss swoją koronę. Potem okazało się, że moja korona leżała sobie w kuferku gdzieś pod pierwszym rzędem ławek.

    DZ: Ile dziewczyn udało ci się zaprosić do klubu?

    JD: Z kilkoma moimi poprzedniczkami już rozmawiałam, są zachwycone propozycją. Będziemy teraz wysyłać zaproszenia do innych. Spotkamy się w połowie maja w Żywcu, bramy miasta otwiera przed nami szeroko burmistrz Antoni Szlagor.

    DZ: Co chciałabyś powiedzieć dziewczynom, które myślą o zdobyciu tego prestiżowego tytułu?

    JD: Żeby próbowały, bo jest o co walczyć. Otwiera on wiele drzwi, ale muszą być świadome tego, że trzeba dużo rozmawiać, czasem walczyć o swoje prawa. To nie tylko show, które pokazywane jest w telewizji, nie tylko splendor i nagrody. Właśnie po to tworzymy klub, żeby pomagać naszym następczyniom, a także uczestniczyć w życiu publicznym.

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.