Wybierz region

Wybierz miasto

    Nieznośna bezkarność samorządowców

    Autor: Witold Pustułka

    2006-03-17, Aktualizacja: 2006-03-17 08:15 źródło: Dziennik Zachodni

    Uchwalona przez Akcję Wyborczą Solidarność ustawa samorządowa stawia bezpośrednio wybranych prezydentów, burmistrzów i wójtów praktycznie ponad prawem. Osoby w 2002 roku wybrane na stanowiska szefów gmin są właściwie ...

    Uchwalona przez Akcję Wyborczą Solidarność ustawa samorządowa stawia bezpośrednio wybranych prezydentów, burmistrzów i wójtów praktycznie ponad prawem. Osoby w 2002 roku wybrane na stanowiska szefów gmin są właściwie bezkarne. W kilku miastach w Polsce doszło nawet do tak paradoksalnych sytuacji, że miastami formalnie rządzili ludzie, którzy siedzą za kratkami.


    Na szczęście w naszym województwie na razie nie ma takich przypadków. Owszem, w kilku gminach toczą się postępowania przygotowawcze w sprawach, gdzie występują prezydenci czy burmistrzowie, ale dotychczas nikomu formalnie nie postawiono zarzutów. Z naszych informacji wynika jednak, że kilku osobom prokuratura zamierza postawić zarzuty tuż po zakończeniu kadencji.

    Jednak przypadków, gdzie samorządowcy występują jako podejrzani, jest w Polsce bez liku. Niektóre zarzuty są ewidentne. Na przykład w Poznaniu prokuratura zarzuca obecnemu prezydentowi Ryszardowi Grobelnemu i jego poprzednikowi Wojciechowi Kaczmarkowi zaniżenie o 1,2 mln zł wartości gruntu przeznaczonego pod budowę hipermarketu. W Kielcach pod lupę prokuratury trafił wiceprezydent miasta, podejrzany o niegospodarność na kwotę 6 mln zł (o tyle zaniżył wartość przetargu). Burmistrz Dębicy, wzór PRL-owskiego biznesmena, były szef "Igloopolu" i Polskiego Związku Piłki Nożnej Edward Brzostowski, jest podejrzany o udział w aferze paliwowej. Nikt jednak do tej pory nie postawił mu zarzutów, bo prawnicy spierają się co do ewentualnej skuteczności takiego kroku.

    W tej chwili samorządowiec wybrany w drodze bezpośrednich wyborów może zostać odwołany tylko w drodze referendum. Warunki głosowania są jednak bardzo obostrzone - w referendum musi uczestniczyć jedna trzecia uprawnionych, a połowa z nich musi opowiedzieć się za odwołaniem danego samorządowca. W praktyce spełnienie tych warunków jest niemożliwe. Bez sponsorów i wielkiej kampanii medialnej takie przedsięwzięcie jest praktycznie nierealne.

    Wszystkie referenda w kraju w sprawie odwołania prezydentów okazały się nieważne ze względu na zbyt niską frekwencję. Nie udało się to nawet w rodzinnym mieście premiera Kazimierza Marcinkiewicza - Gorzowie Wielkopolskim, gdzie mimo sporego zaangażowania finansowego przeciwników lokalnej władzy, nie odwołano prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka. Wprawdzie 92 procent głosujących opowiedziało się za usunięciem go ze stanowiska, ale frekwencja wynosiła niespełna 20 proc. Dlatego referendum - zgodnie z prawem - uznano za nieważne. Tak samo było w naszym regionie, w Mysłowicach i Miasteczku Śląskim, gdzie na referendum poszło zbyt mało ludzi.

    Te przykłady najlepiej pokazują, że ustawa samorządowa jest co najmniej niedoskonała. Jeszcze kilka miesięcy temu cała Polska śmiała się z tego, że Piotrkowem Trybunalskim rządził zza krat prezydent Waldemar Matusewicz. Na początku była to sensacja, ale potem wszystkich przestało to dziwić. Jeśli posłowie nie poprawią ustawy i nie zapiszą w niej, że osoby, którym postawiono zarzuty, muszą podać się do dymisji, polska demokracja lokalna będzie przedmiotem kpin i żartów.

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.