Wybierz region

Wybierz miasto

    Numer "na policjanta"

    Autor: Tomasz Wolff

    2006-03-17, Aktualizacja: 2006-03-17 08:12 źródło: Dziennik Zachodni

    Dlaczego podawałem się za policjanta? Miałem taki pomysł - stwierdził fikcyjny funkcjonariusz Grzegorz L. już na prawdziwym komisariacie. Jego ostatni kurs miał miejsce tydzień temu na trasie Szczyrk - Bielsko-Biała.

    Dlaczego podawałem się za policjanta? Miałem taki pomysł - stwierdził fikcyjny funkcjonariusz Grzegorz L. już na prawdziwym komisariacie. Jego ostatni kurs miał miejsce tydzień temu na trasie Szczyrk - Bielsko-Biała. Tym razem nie udało mu się wyciągnąć od taksówkarza pieniędzy, bo czekali na niego prawdziwi policjanci.

    Jestem policjantem z kryminalnego...
    Taksówka podjeżdża pod komisariat policji i do środka wsiada mężczyzna w średnim wieku. Perfekcyjnie odstawia gadkę: "Pracuję w wydziale kryminalnym. Czy pomoże mi pan przewieźć płytki ceramiczne? To dla kolegi z pracy, który odchodzi na emeryturę. Akurat remontuje łazienkę, więc chcemy mu zrobić prezent". A po drodze rozgaduje się o trudach pracy w pionie kryminalnym...

    - Różni klienci się zdarzają. Jedni przez całą drogę milczą, inni rozmawiają. A on był wyjątkowy, bo ciągle nawijał! Nie dał mi do słowa dojść - mówił o swojej pracy, chwalił się, że ostatnio złapał bandytę, który zamordował kobietę. Był bardzo wiarygodny - wspomina pan Olek, jeden z najstarszych bielskich taksówkarzy. On też dał się naciąć Grzegorzowi L.

    Taksówka dociera na bielskie osiedle Śródmiejskie. L. wysiada z pojazdu i prosi o chwilę cierpliwości. Po chwili wraca i mówi, że zabrakło mu pieniędzy. Prosi o pożyczkę, więc taksówkarz wyciąga ponad 400 złotych. "Policjant" odbiera prezent, ale po chwili wraca raz jeszcze i prosi o kolejne pieniądze. Tym razem dostaje ponad 300 złotych i szybkim krokiem odchodzi w kierunku wejścia do wieżowca.

    - Wtedy poczułem, że jestem ugotowany. Do dziś nie mogę przeboleć, że dałem się tak perfidnie nabrać - kiwa głową pan Olek. - Ja, taksówkarz z blisko 30-letnim stażem, który "bada" każdego klienta. Na odzyskanie tych pieniędzy nie liczę. Teraz dwa miesiące będę jeździł, żeby odkupić własną głupotę...

    Nie pamiętam, ile wyłudziłem
    Takich jak on jest w całym województwie śląskim kilkudziesięciu. A być może jeszcze więcej, bo wielu taksówkarzy mogło nie zgłosić oszustwa w obawie przed ośmieszeniem.

    - Być może zostali oszukani na tak drobne kwoty, że nie chcieli tracić czasu na zgłaszanie tego policji. I bardzo źle, bo im więcej mielibyśmy sygnałów od poszkodowanych, tym prędzej oszusta udałoby się namierzyć i złapać - twierdzi Adam Gnela, zastępca naczelnika sekcji kryminalnej Komisariatu Policji III w Bielsku-Białej.

    Nawet ci, którzy zgłaszali się na policję, nie zawsze chwalili się własną naiwnością przed kolegami. Efekt był taki, że mężczyzna bezkarnie nabierał kolejnych kierowców - z wynajmowanego mieszkania w Rybniku dojeżdżał autobusami do różnych miast na Śląsku, a nawet w Małopolsce. Gościł między innymi w Cieszynie, Jastrzębiu Zdroju, Mikołowie, Tychach, Wodzisławiu Śląskim Żorach i Oświęcimiu.

    Podczas przesłuchania ze szczegółami opowiadał o kolejnych naciągniętych taksówkarzach. Jak z rękawa sypał markami i kolorami taksówek. Zaznaczał jedynie, że nie potrafi podać dokładnych kwot, które wyłudził. Nie ukrywał: - Myli mi się to wszystko.

    - Kiedy taksówkarz pożyczał mi pieniądze, ja wchodziłem do bloku i wychodziłem drugim wyjściem po przeciwległej stronie. Nigdy nie miałem zamiaru oddać tych pieniędzy. Podczas jazdy włączałem dzwonek telefonu i udawałem, że rozmawiam z kimś z pracy - mówił L. przesłuchującemu go policjantowi.

    Ostatni kurs Grzegorza L.
    Poszkodowani taksówkarze nie chcą ujawniać swoich nazwisk. Tłumaczą, że boją się reakcji kolegów oraz zatrzymanego oszusta. - Nie wiem, co to jest za typ - podkreśla jeden z nich.

    Na rozmowę z DZ nie zgadza się także matka mężczyzny podającego się za policjanta. - Nie mam nic do powiedzenia - ucina dyskusję.

    Zanim Grzegorz L. wpadł w policyjną zasadzkę, był poszukiwany listami gończymi. Natomiast jego bliscy zgłosili jego zaginięcie. Chociaż mężczyzna bawił się z policjantami w "kotka i myszkę" od wielu miesięcy, wpadł dopiero w momencie, kiedy rozpoczynał działalność w okolicach Bielska-Białej.

    - To była bardzo trudna sprawa. Do końca nie mieliśmy przecież pewności czy mężczyzna podający się za policjanta rzeczywiście nim nie jest. To mogła być "czarna owca" w naszych szeregach - przyznaje Jarosław Kwaśny, szef III Komisariatu w Bielsku-Białej.

    Ostatni kurs Grzegorza L. miał miejsce na trasie Szczyrk - Bielsko-Biała. W ubiegły czwartek miłośnik darmowych taksówek przyjechał PKS-em do Bielska-Białej. Kolejnym autobusem dotarł do Szczyrku.

    Na przystanku zaczepił taksówkarkę. Tradycyjnie powiedział, że jest policjantem. Pytał, czy nie przewiozłaby go do Bielska-Białej. Wziął od kobiety numer telefonu i obiecał, że zadzwoni.

    - Mówił, że potrzebuje tylko trochę czasu, żeby dotrzeć przed miejscowy komisariat - opowiada kobieta, która miała być kolejną ofiarą oszusta.

    Po wejściu do samochodu odstawił zwyczajowe przedstawienie i zaczął opowiadać o swojej pracy.

    - Rzeczywiście był bardzo wygadany. Mnie jednak krzywdy nie zrobił, bo został zatrzymany, kiedy wychodził z bloku przy ulicy Starobielskiej, gdzie zażyczył sobie kurs - mówi taksówkarka, która chce pozostać anonimowa.

    Przyznaję się do winy
    Dzień później, podczas przesłuchania na III Komisariacie w Bielsku-Białej Grzegorz L. powiedział, że zasłużył na karę. Przepraszał, że w całą aferę wpakował siebie, swoich bliskich oraz pokrzywdzonych.

    - Nikt mi nie pomagał. W 2001 roku wyszedłem z zakładu karnego. Nie chcę zapoznawać się z aktami sprawy - powtarzał zatrzymany.

    Tego samego dnia został aresztowany na trzy miesiące.



    Tak działają oszuści

    Oszuści są coraz bardziej przebiegli. Wymyślają coraz nowsze metody, żeby wyciągnąć od ludzi pieniądze. O to kilka z nich:

    "Na krewnego" - na telefon upatrzonej osoby dzwoni oszust, podający się za jej krewnego. Prosi o pożyczkę na różne cele. Jednocześnie informuje, że po pieniądze zgłosi się jego znajomy.

    "Na pracownika energetyki" - do drzwi puka oszust i przedstawia się jako pracownik energetyki. Tłumaczy, że musi sprawdzić liczniki w mieszkaniu, bo w całym bloku stwierdzono kradzieże prądu. Oszust prosi o rachunek, a kiedy ofiara idzie go szukać, oszust zaczyna plądrować mieszkanie.

    "Na wrzątek" - do mieszkania puka oszust i prosi o wrzątek do zaparzenia kawy w posiadanym termosie. Nieznajomy wchodzi do mieszkania za lokatorem, który zapomina zamknąć za sobą drzwi.

    "Fałszywy listonosz" - oszust podający się za pracownika poczty informuje ofiarę, że wygrała np. komplet artykułów gospodarstwa domowego. Jednak warunkiem ich otrzymania jest wpłacenie podanej przez niego kwoty. Jeśli damy się nabrać, otrzymujemy "promocyjne" buble, za które płacimy podwójnie.

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.