Wybierz region

Wybierz miasto

    Przedwiośnie, trzeci plan

    Autor: Ryszard Parka

    2006-03-20, Aktualizacja: 2006-03-20 11:24 źródło: Dziennik Zachodni

    Na początku było nas 40. Marek, wygolony na łyso, dostał skórzaną kurtkę i nagana. Robert - szczuplutki blondyn wbił się w kaukaski kaftan, a włosy ukrył pod papachą.

    Na początku było nas 40. Marek, wygolony na łyso, dostał skórzaną kurtkę i nagana. Robert - szczuplutki blondyn wbił się w kaukaski kaftan, a włosy ukrył pod papachą. Czesław zamienił amerykańską kurtkę wojskową na rosyjski mundur marynarski. Ja też. Obaj dostaliśmy karabiny Mosina z długimi bagnetami. Byliśmy statystami na planie "Przedwiośnia".


    Filip Bajon postanowił nakręcić na Śląsku sceny z Baku. Mimo że ekipa filmowa miała robić zdjęcia również w oryginalnych plenerach. W planach było kręcenie masakry Ormian. Tego w Baku kręcić nie należało. Temat wciąż jest zbyt drażliwy.



    Dlatego zdecydował, że najlepszym miejscem do zrobienia podbakijskiej pustyni będzie piaskownia w Szczakowej. Koparka wykopała kilkusetmetrowy rów - zbiorową mogiłę. Trzeba było jeszcze statystów.



    Do "Przedwiośnia" trafiłem z przekory. Z różnych powodów filmowcy odmówili wpuszczania dziennikarzy na plan zdjęciowy. Ale za to ogłosili casting dla statystów. Preferowany wygląd: azjatycki lub ormiański. Czyli na 100 proc. nie mam szans. A jednak zostałem przyjęty. Ambitny plan selekcji upadł. Raz, że do scen zbiorowych w jaworznickiej piaskowni trzeba było pół tysiąca ludzi, dwa - zainteresowanie było spore. Więc na dobrą sprawę brali jak leci. Tylko długowłose blondynki nie miały szans.


    Zanim jednak trafiliśmy do "grobu", zostaliśmy rewolucjonistami. Dostaliśmy 40 mundurów: marynarskich, piechoty, jak to w czasie rewolucji. Tylko Małgorzata Braszka - kostiumograf, ze Ślązaczką - Agatą Culak przechadzały się między nami i porównywały wygląd filmowych "rewolucjonistów" z historycznymi zdjęciami. Kostiumy i scenografia były w ogóle mocną stroną filmu. Małgorzata Braszka i Anna Wunderlich - scenograf były za swoją pracę nagradzane i nominowane do nagród.



    Pałac w Świerklańcu został wybrany nieprzypadkowo. Jego podwójne schody przypominają te z przedwojennego filmu o szturmie na Pałac Zimowy. Sama scena - wbiegający po schodach rewolucjoniści - również przypominała radzieckie kino.


    Statysta to tylko żywa dekoracja. W Świerklańcu, gdzie było nas zaledwie 40, nie odczuwało się tego tak bardzo. Członkowie ekipy filmowej to również ludzie do wynajęcia pilnują tylko, żeby nie deptać po kablach, nie wchodzić niepotrzebnie w kadr, nie dłubać w nosach. Po reżyserskim "Akcja!" wszystko musiało iść zgodnie z koncepcją Bajona. Jak nie, będzie dubel.



    - No, zdarzyło mi się 70 dubli jeden po drugim - opowiada Łukasz Łasica z ekipy filmowców. - Ale to była reklama, a tam tak bywa.



    Statyści byli zdyscyplinowani. Tylko czasem Czesław ciągnął mnie trochę w prawo albo trochę w lewo, żebyśmy byli lepiej widoczni. Duble są dla aktorów. A to Mateusz Damięcki miał "za mało ekspresji", a to Robertowi Gonerze tekst się poplątał. Zresztą uparcie zamieniał marksowską "wartość dodaną" na dodatkową. Efekt dubli jest wymierny: zamiast planowanych czterdziestu kilku metrów taśmy do zdjęć w Świerklańcu zużyto ponad 70.


    Różnice między gwiazdami a statystami widać było najlepiej przy obiedzie. Niby wszyscy siedzą razem, pod tymi samymi drzewami, ale gwiazdy dostają kurczaka, podczas gdy statystom trafił się cienki żurek z kiełbasą. Kiełbasa prześladowała nas z resztą również wtedy, gdy plan przenosił się z pałacu do kopalni piasku w Szczakowej: najpierw w krupniku, potem w czymś na kształt grochówki, podobno na boczku. Tylko jest jej coraz mniej. Nic dziwnego: liczba statystów powiększa się do ponad 200 osób.



    Ostatni dzień zdjęciowy w Szczakowej przypominał piknik. Nie trzeba było godzinami czekać na charakteryzację, szybko była dokładka do zupy z kiełbasą, a słońce na bezchmurnym niebie sprawiało, że w ormiańskim grobie leżało się jak na plaży.


    Jedynym problemem byli ochroniarze kopalni piasku, którzy nie chcieli wpuścić autokaru ze statystami. Ostatnie kilkaset metrów, jakie dzieliły bramę kopalni od planu, przejechaliśmy kilkunastoosobową grupą na pace kamaza, śpiewając "Czterech pancernych". - Tylko czerwonych flag wam brakowało - śmiali się filmowcy.




    O filmie




    Jak na polskie warunki, "Przedwiośnie" było prawdziwą superprodukcją. Pochłonęło 5 milionów dolarów. Zdjęcia powstawały w Polsce, Rosji i Azerbejdżanie (łącznie w 145 obiektach). Przez 75 dni nakręcono ponad 6 godzin materiału, z którego reżyser musiał wyselekcjonować 140 minut na film kinowy. Cały materiał znalazł się w 5-odcinkowym serialu telewizyjnym.

    Przed rozpoczęciem zdjęć reżyser Filip Bajon odwiedził Monikę Żeromską, która jednak do pomysłu ekranizacji kolejnej powieści ojca odniosła się dość sceptycznie i przypomniała twórcy słowa Antoniego Słonimskiego: "Bo z jednego arcydzieła nie można zrobić dobrego filmu". Bajon jednak zaryzykował i postanowił zrealizować obraz, który, jak sam mówi "będzie zrozumiały dla symbolicznego farmera z Iowa", a nie tylko Polaka zapoznanego z rodzimą historią.

    Film powstawał ponad pół roku i niewiele brakowało, by go nie ukończono. Brakowało bowiem pieniędzy. Filmowców wspomógł KredytBank.

    Mimo staranności w doborze kostiumów i plenerów, film nie został przyjęty jak arcydzieło. Sceny zbiorowe z udziałem setek statystów nie miały charakteru scen zbiorowych. Śmierć matki, a potem ojca Cezarego Baryki, pokazana jest tak krótko, że bohater nawet nie ma szans ich przeżyć.

    W filmie wystąpili m. in.: Mateusz Damięcki (Cezary Baryka), Krystyna Janda (Jadwiga Barykowa, matka Cezarego), Janusz Gajos (Seweryn Baryka, ojciec Cezarego), Daniel Olbrychski (Szymon Gajowiec), opiekun Baryki), Małgorzata Lewińska (Laura Kościeniecka, sąsiadka Wielosławskich, kochanka Baryki), Maciej Stuhr (Hipolit Wielosławski), Piotr Gąsowski (ksiądz Nastek w Nawłoci), Robert Gonera (komisarz bolszewicki w Baku), Adam Hanuszkiewicz (hrabia Storzan, właściciel Odolan), Jan Nowicki (wuj Leon Skalnicki w Nawłoci), Wojciech Siemion (Maciejunio, służący Wielosławskich).

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.