Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z Edytą Górniak, piosenkarką

    Autor: Ola Szatan

    2006-03-15, Aktualizacja: 2006-03-15 15:37 źródło: Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni: Jaki jest pani ideał kobiecości? Edyta Górniak: W moim pojęciu kobieta zawsze powinna mieć klasę, skromność, mieć dumę i pokorę jednocześnie.

    Dziennik Zachodni: Jaki jest pani ideał kobiecości?

    Edyta Górniak: W moim pojęciu kobieta zawsze powinna mieć klasę, skromność, mieć dumę i pokorę jednocześnie. Powinna uwodzić, ale nie przesadzać w tym, być czarująca, ale nie narzucać się, powinna też być tajemnicza i pachnąca.

    DZ: Dla męża jest pani ideałem?

    EG: Chyba nie (śmiech). Natomiast mam wrażenie, że on lubi kobiety, które mają w sobie zarówno ironię, jak i skrzydła - ja taka jestem. Przy mnie nie będzie się nudził. Z drugiej strony on ma bardzo duży temperament. Nie wiem, czy jestem taką kobietą, na którą czekał, o jakiej marzył... Wierzę jednak, że większość jego oczekiwań spełniam. Niedociągnięcia zawsze można poprawić, bo przed nami całe życie!

    DZ: Ma pani wzór kobiety? Kogoś, kto panią najbardziej inspirował?

    EG: Jest nią Tina Turner. Oglądając kiedyś film na podstawie jej biografii, miałam wrażenie, że kobieta może znieść największe upokorzenie, pogardę, a jednak stanąć na nogi, odbudować swoje życie, odnaleźć wiarę w siebie i tworzyć piękne rzeczy dla innych ludzi. Poza tym często wracam w pamięci do mojej babci. To, co dobrego jest we mnie, mam po niej.

    DZ: A mama? Kolejna kobieta, która ma w pani życiu specjalne miejsce?

    EG: Moja mama miała ciężkie i smutne życie, bo pierwsza miłość, której zresztą jestem owocem, bardzo ją zawiodła. Trudno było jej zrozumieć, że książę z bajki, którego pokochała mając 19 czy 20 lat, odszedł i zostawił ją w innej rzeczywistości niż się tego spodziewała. Mama odchorowywała to przez wiele lat. Zanim zbudowała sobie nowe życie, poznała kolejnego człowieka i urodziła drugie dziecko, wylała sporo łez. Mam nadzieję, że budując swój związek i decydując się na małżeństwo, uda mi się przerwać to pasmo niespełnionych miłości, których doświadczyła najpierw babcia, a potem mama. Może wspólnie z siostrą uda nam się przełamać tę złą passę.

    DZ: Czy kontakty pani z siostrą można określić jako bardzo bliską więź?

    EG: Niestety nie. Wyprowadziłam się z domu i zaczęłam pracować, kiedy Małgosia miała kilka lat i pamiętam, że za wszystkie zarobione pieniądze kupowałam jej lalki Barbie i piękne zabawki. W tej chwili moja siostra studiuje turystykę i hotelarstwo. Świetnie sobie radzi. Nasze relacje jednak nie są tak bliskie, jak bym chciała, ponieważ Gosia mieszka gdzie indziej i nie dzieli ze mną ważnych momentów. Podobnie jest z moimi rodzicami.

    DZ: Ma pani przyjaciółkę, taką od serca?

    EG: Mam kilka niezastąpionych przyjaciółek. Nie mogę chyba wskazać jednej, bo każda z nich jest inna. Oczywiście znają się wszystkie i lubią, a ja czuję bardzo szczególny rodzaj więzi z każdą z nich.

    DZ: Zdarzają wam się wspólne spotkania przy winie albo na dobrej kolacji?

    EG: Niestety, bardzo rzadko. Najczęściej w okolicach świąt i urodzin. Jakiś czas temu przenieśliśmy się poza Warszawę i nie wszystkim jest po drodze przejechać te 50 kilometrów, by do nas dotrzeć. Każdy ma swoje życie i obowiązki. Najłatwiej jest mi spędzać czas z jedną z moich najserdeczniejszych przyjaciółek, która jednocześnie jest nianią naszego synka. Spotykamy się z dużą regularnością, aczkolwiek o rozmowie przy winie i kolacji możemy tylko pomarzyć, bo Allanek jest bardzo absorbującym dzieckiem.

    DZ: Wybór niani to zwykle bardzo trudne zadanie. Co pomogło pani podjąć odpowiednią decyzję?

    EG: Trudno przewidzieć pewne sytuacje. Bo tak naprawdę to, czy się pomyliliśmy czy nie, pokazuje dopiero życie. Ludzie są bardzo przebiegli. Kilka razy tak strasznie się rozczarowałam, że nikt nie byłby w stanie mi uwierzyć, że można wykreować taki rodzaj znajomości, która ma na celu tylko zaspokojenie jakiegoś ukrytego interesu.
    DZ: Minione dwa lata były dla pani dosyć trudnym życiowym sprawdzianem...

    EG: Rzeczywiście, troszkę nas życie przeorało

    DZ: Czy w związku z burzą medialną wokół pani, która w pewnym momencie przybrała rozmiary tornada, trudniej pani teraz zaufać drugiej osobie?

    EG: Jestem bardziej podejrzliwa, ale jednocześnie mam w sobie taką prawie dziecięcą otwartość, bo wychodzę z założenia, że nie można przejść przez życie nie ufając nikomu. Trudno - na tym polega sens istnienia, że uczymy się na błędach. Najczęściej jest tak, że te trudne doświadczenia pomagają nam zrozumieć dużo więcej i rozwijają naszą osobowość bardziej niż szczęśliwe wydarzenia. Nie należy więc przeklinać tych momentów, które były trudne.

    DZ: W tym czasie często powtarzała pani słynną maksymę "co nas nie zabije, to nas wzmocni".

    EG: Zawsze staram się traktować takie rozczarowania jako kolejne doświadczenie, które tak czy inaczej w perspektywie czasu spowoduje, że będę lepszym człowiekiem. Jeśli nie dla siebie, to dla innych. Nie stałam się zgorzkniała, mimo że życie i ludzie mnie prowokowali do tego. Tylko kilka razy tak naprawdę mnie złamali. Ale mimo wszystko mam w sobie dużo prawdziwej i naturalnej serdeczności dla ludzi. Nie jestem zblazowana, zakompleksiona, znerwicowana.

    DZ: Już prawie dwa lata minęły, odkąd została pani mamą.

    EG: Pod koniec marca Allanek skończy dwa latka. Jak ten czas szybko minął... Cudowne jest obserwowanie, jak taka mała bezbronna istotka, która waży około 4 kg - a nasz synek ważył akurat 3.900 g - nagle przeistacza się w człowieka podobnego do nas. Miałam bardzo silne poczucie, że Allan chciał się urodzić akurat w naszej rodzinie. Wierzę w to, że dzieci wybierają sobie rodziców. To mi dało dużo siły. Każde słowo opisujące ten stan będzie zbyt banalne w stosunku do tego, co teraz przeżywam. To chyba uczucie towarzyszące każdej matce, która pragnęła dziecka. Ja czekałam na nie wiele lat, bo marzyłam o macierzyństwie chyba od 22. roku życia, a urodziłam w wieku 31 lat.

    DZ: Kiedy kobieta jest czynna zawodowo i rodzi dziecko, za każdym razem zastanawia się, czy uda jej się pogodzić te dwie życiowe role. Pani się udało?

    EG: Cały czas się staram i mam nadzieję, że uda mi się ta sztuka. Chciałabym, aby Allanek mógł z nami podróżować, oczywiście dopóki nie pójdzie do szkoły. On zresztą jest szalenie towarzyską osobą. My niezbyt często zapraszamy gości do siebie, ale jak już przychodzą, to on od razu lgnie do nich. Obcowanie z ludźmi, śpiewanie, tańczenie, przytulanie się, to jego żywioł. Myślę, że dzięki temu łatwiej będzie mu znosić wyjazdy z nami na koncerty.

    DZ: Czy Allan jest bardziej synkiem mamusi czy tatusia? Kto go bardziej rozpieszcza?

    Do rozmowy włącza się mąż Edyty, Darek Krupa.

    Darek Krupa: Zdecydowanie mamusi. Z tatą może się pobawić, ale jak coś mu nie pasuje, to od razu biegnie do mamy.

    EG: Bo do rozrywki jestem raczej nudnym kompanem. Allan lubi ekstremalną formę zabawy i Darek mu ją zapewnia. Lubi bawić się w samoloty i różne inne akrobacje. Mama tylko książkę poczyta lub bajkę opowie.

    DZ: Pierwszy po przerwie pani utwór - "Lunatique" - pokazał, że Edyta Górniak potrafi się odnaleźć także w repertuarze nieco spokojniejszym.

    EG: Rzeczywiście, czasami ludzie mnie pytają, dlaczego w "Lunatique" nie słychać wszystkiego, co potrafię. Z jednej strony rozumiem te pytania i reakcje, a z drugiej myślę sobie - ile razy można coś udowadniać? Przecież nie śpiewam od wczoraj, wszyscy znają moje umiejętności. "Lunatique" jest bardzo klimatycznym i "nie prześpiewanym" utworem. Staram się wydobywać z siebie takie emocje i wrażliwość muzyczną, żeby każda z piosenek miała swoje życie. Nie muszę za wszelką cenę podkreślać swoich warunków wokalnych. Zdobyłam już zaufanie ludzi jako wokalistka.

    DZ: "Lunatique" i najnowszy utwór - "Sexuality" - zapowiadają pani nową płytę. Jaka ona będzie?

    EG: Mam nadzieję, że bardzo radosna. Chciałabym, żeby pozytywnie nastroiła ludzi, by mogli się przy niej przytulić, zrelaksować, ale i potańczyć.

    DZ: W tekstach pozwoli pani sobie na swoistą autobiografię?

    EG: Chyba w tej muzyce nie wyrażę najgłębszych swoich przemyśleń, bo taka stylistyka nie pozwoli na to. Tu będzie zdecydowanie więcej zabawy. Na intymność pozwolę sobie dopiero przy okazji następnej płyty. Mam wrażenie, że wszyscy potrzebują dobrej rozrywki.

    DZ: A jak długo słuchacze poczekają na pani album?

    EG: Tym razem premiera płyty nie zależy wyłącznie ode mnie, ale także od osób, które ją współtworzą. Każdy ma swój rytm pracy, swoje zobowiązania. Mam nadzieję, że płyta ukaże się niedługo, ale najpierw niech stopnieją śniegi (śmiech).

    Edyta Górniak

    Kiedy kilka lat temu śpiewała przebój "Jestem kobietą", była dopiero na początku solowej kariery. Edyta Górniak błyskawicznie zaskarbiła sobie sympatię wielu słuchaczy, którzy podziwiali nie tylko jej znakomitą barwę głosu, ale i niezwykłą metamorfozę piosenkarki, która z niepozornego "Kopciuszka", jakim była jeszcze za czasów musicalu "Metro", przeistoczyła się w świadomą swoich wdzięków kobietę.

    Dziś Edyta jest kobietą spełnioną - artystką, matką, producentką i bizneswoman. A na dodatek, ku uciesze fanów, właśnie wraca na estradę. Niedawno ukazał się nowy singel Edyty - "Sexuality".

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.