Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z Jagną Marczułajtis

    Autor: Jarosław Galusek

    2006-03-31, Aktualizacja: 2006-03-30 17:44 źródło: Dziennik Zachodni

    DZIENNIK ZACHODNI: Skończył się sezon, o którym lepiej chyba zapomnieć. Odcierpiała już pani te 17. miejsce na igrzyskach olimpijskich? Jagna Marczułajtis: Okres po igrzyskach był dla mnie rzeczywiście bardzo trudny.

    DZIENNIK ZACHODNI: Skończył się sezon, o którym lepiej chyba zapomnieć. Odcierpiała już pani te 17. miejsce na igrzyskach olimpijskich?

    Jagna Marczułajtis: Okres po igrzyskach był dla mnie rzeczywiście bardzo trudny. Nie powiem, że się załamałam, ale bardzo się zawiodłam. Zwłaszcza na sobie, bo myślałam, że wytrzymam psychicznie. Przecież kłopotów można się było spodziewać w finale, a ja odpadłam już w eliminacjach. To mnie zupełnie dobiło. Na szczęście szybko się pozbierałam i sezon zakończyłam dużo lepszymi wynikami w Pucharze Świata. Przez całą zimę prześladował mnie pech. Sezon się skończył, więc najwyższa pora, żeby pech też sobie poszedł.

    DZ: Jakie wnioski pani wyciągnie z tego nieudanego startu?

    JM: Żeby zdobywać medale igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata trzeba mieć cały czas kontakt ze światową czołówką. Przed igrzyskami treningi z kadrą francuską dały mi pewność, że przygotowuję się z najlepszymi. Dlatego sądzę, że jest mi potrzebna lepsza kadra trenerska, niż dotychczas.

    DZ: Jak sobie pani wyobraża system szkolenia na najbliższe cztery lata?

    JM: Nie chcę jeszcze niczego przesądzać, bo dopiero powstają zarysy pewnego planu. Z tego co wiem, to Blanka Isielonis i Małgosia Kukucz kończą kariery sportowe. Zostałam więc sama, ale to również ma swoje plusy. O wiele łatwiej znaleźć jedno miejsce w jakimś zagranicznym teamie, niż kilka. Poza tym wszystko będzie wyglądać dokładnie tak samo, jak do tej pory.

    DZ: Czy podjęła już pani decyzję o starcie na igrzyskach w Vancouver?

    JM: Próbować zawsze będę, ale cztery lata to bardzo dużo czasu. To wszystko zależy od zbyt wielu czynników, żeby można było obiecać na sto procent. Po prostu chciałabym mieć swój własny profesjonalny team z trenerem, masażystą, serwismenem. Teraz może to być jednak dość trudne, bo po moim 17. miejscu na igrzyskach, nie każdy będzie optymistycznie nastawiony do tego, żeby nas wspomóc. Wierzę jednak w to, że mogę jeszcze wystartować w Vancouver i powalczyć o dobre miejsce.

    DZ: Liczy pani na pomoc Polskiego Związku Snowboardu, czy sama bierze się za szukanie sponsorów?

    JM: Sponsorów szukam sama. Na razie zbieramy informacje i jeszcze nie wiemy, jakiej kwoty potrzeba, żeby stworzyć i utrzymać team. Nie wiemy także, jakie będzie dofinansowanie z ministerstwa i ile z tego Polski Związek Snowboardu przeznaczy na przygotowania olimpijskie. Koszty są duże, bo teraz za wszystko trzeba samemu zapłacić. Minęły już czasy, kiedy ISF (federacja konkurencyjna do FIS - red.) płaciła czołowej ósemce Pucharu Świata za przyjazd i pobyt na zawodach. Do tej pory takie należności regulował PZS. Teraz nie wiem, jak to będzie.

    DZ: Po sezonie olimpijskim zrobi pani sobie dłuższą przerwę od snowboardu?

    JM: Po trzech latach ciężkiego treningu trzeba sobie dać trochę luzu. Na pewno na śnieg nie wyjdę wcześniej, niż w październiku. Na styczniowe mistrzostwa świata powinnam zdążyć przygotować formę. Ale zajęć mi nie zabraknie, bo jestem asystentem na AWF w Krakowie, gdzie prowadzę zajęcia ze snowboardu i narciarstwa. Pracę obroniłam rok temu razem z Blanką Isielonis, Małgosią Kukucz i kilkorgiem innych studentów. Razem tworzymy pierwszą grupę magistrów ze specjalizacją trener snowboardu.

    DZ: Jest pani zawodniczką, która tworzy historię snowboardu w Polsce. Obserwuje pani tę ewolucję od lat. Jest pani zadowolona z rozwoju dyscypliny?

    JM: Moim zdaniem, polski snowboard w dalszym ciągu raczkuje, co można doskonale zaobserwować na przykładzie ostatnich mistrzostw Polski. Takie zawody powinny być świetną promocją tego sportu, a są tylko wydarzeniem zapisanym w kalendarzu, o którym wiedzą tylko osoby bezpośrednio zainteresowane. Fajnie, że od czasu do czasu jakiś polski zawodnik uzyska niezły wynik, bo to się przyczynia do rozwoju snowboardu w Polsce. Ale to jest za mało. Zawody w kraju powinny być tak zorganizowane, żeby ludzie o nich wiedzieli i mogli na nie przyjść. Żeby się dobrze zareklamować, trzeba mieć pieniądze, a w tym roku związek nie miał sponsora.

    DZ: Na igrzyskach i na mistrzostwach Polski, wszędzie towarzyszy pani córeczka.

    JM: Staram się przebywać z nią jak najdłużej. Jagoda jeździ ze mną na zgrupowania i zawody. Teraz jest już dużo łatwiej, bo ona robi się coraz bardziej samodzielna. Niedawno zapytała mnie, kiedy kupię jej deskę. Na razie zimą jeździ na nartach, a latem konno. Za kilka lat pewnie zmierzy się ze snowboardem. Teraz jest jeszcze na to za mała, ale jak dorośnie, to na pewno nie będę jej zabraniać.

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.