Wybierz region

Wybierz miasto

    Wczoraj na ekrany kin weszła nowa polska komedia "Francuski numer"

    Autor: Regina Gowarzewska-Griessgraber

    2006-03-18, Aktualizacja: 2006-03-17 15:03 źródło: Dziennik Zachodni

    Dawno w polskim kinie nie było sympatycznej komedii, która nie opowiadałaby o wielkich miłosnych uniesieniach, ale o ludziach. Postanowili zmienić to Mariusz Pujszo (scenariusz) i Robert Wichrowski (scenariusz i ...

    Dawno w polskim kinie nie było sympatycznej komedii, która nie opowiadałaby o wielkich miłosnych uniesieniach, ale o ludziach. Postanowili zmienić to Mariusz Pujszo (scenariusz) i Robert Wichrowski (scenariusz i reżyseria).

    Rasista, Murzyn i Ormianin w jednym jechali samochodzie


    Zapakowali do zdezelowanego, żółtego mercedesa galerię nie pasujących zupełnie do siebie postaci i wysłali ich w drogę do Paryża. Są więc rozsądny syn i zupełnie nierozsądny ojciec rasista, Murzyn oraz Ormianin, były mistrz w podnoszeniu ciężarów. Za kierownicą siada śliczna Magda. I tu zaczynają się problemy. Czy dojadą, tego nie zdradzę. Muszę jednak powiedzieć, że powstał zgrabny i zabawny film, z niezłymi dialogami. Nie można w nim szukać bardzo głębokich wartości, ale dobrze parodiuje on polskie lęki i frustracje. Chociażby w scenie podwójnej manifestacji pod Sejmem. Z jednej strony "parada miłości", a z drugiej chamski nacjonalizm i najgorsze przejawy braku tolerancji.

    Przemiana Stefana

    W ekipie podróżującej do Paryża najwspanialszy jest Jan Frycz jako Stefan. Jedzie z synem do pracy. Nic mu się w życiu nie ułożyło, a ostatnie pieniądze na podróż przepuścił. W jego postaci twórcy zaprezentowali cały zbiór panujących w Polsce stereotypów. A to, że jak Murzyn, to śmierdzi, a Rosjanin to gangster. Z takim bagażem wsiada do samochodu, w którym towarzystwa nie może sobie wybrać. Z czasem Stefan ulega przemianie. Po kilku godzinach gotów jest bronić Murzyna, bo to "jego" Murzyn, a Machu to już jego brachu. Szczególnej uwadze widzów polecam scenę, w której Stefan zapali jointa. To popis aktorski Frycza, na którego twarzy wymalowany jest błogostan.

    Serialowi aktorzy spisali się na piątkę

    Jakub Tolak, czyli syn Stefana, Janek, znany jest przede wszystkim z serialu "Klan". We "Francuskim numerze" mógł wreszcie pokazać, że zdolności aktorskie faktycznie ma. U boku Frycza sprawił się bardzo dobrze. Stworzyli uroczy duet pełen kontrastów. Z serialu wyrwał się również Piotr Borowski, czyli Siergej. Jego również pamiętamy z roli Mikołaja w "Klanie". Jest jeszcze Yaya Samake (Machu), który ma sporo naturalnego uroku i serdeczny uśmiech. Karolina Gruszka w roli Magdy również mi się spodobała. Tworzy postać szalonej dziewczyny z przeogromnym wdziękiem.

    Tyle o pasażerach, ale to nie koniec ciekawych postaci. Są bowiem jeszcze dwaj ochroniarze Szefa, czyli Maciej Stuhr - Chwastek i Robert Więckiewicz - Leon, którzy chcą odzyskać samochód. Jeden chce być aktorem, a w życiu nie widział żadnego filmu, drugi za to całe życie przekłada na sceny z obejrzanych filmów. Daje to bardzo zabawny duecik. Zresztą tu nawet w epizodzie zadbano o kolejną dawkę humoru. Para złomiarzy to przecież członkowie Kabaretu Szpak.

    Rozmyta puenta

    Film jest zgrabną historyjką, wyreżyserowaną przez debiutanta. Wichrowski dotąd zajmował się teledyskami i reklamami. Niestety, po wielu dobrych scenach puenta owszem, jest zaskakująca, ale rozmywa się. Jakby zabrakło już na koniec pomysłów na dobrą zabawę. Film warto zobaczyć, jeżeli komuś potrzebna jest chwila relaksu. Na pokazie przedpremierowym w zabrzańskim Multikinie, który odbył się w środę 15 marca, publiczność dobrze bawiła się. Ja też. Nie należy nastawiać się na wielkie przeżycia, ale czas w kinie raczej zmarnowanym nie będzie.



    "Francuski numer" śpiewająco



    Dwa tygodnie przed premierą kinową komedii "Francuski numer" do sklepów trafiło wydawnictwo fonograficzne z oryginalną ścieżką dźwiękową z filmu. Na pewno ucieszy wszystkich, którym spodobała się komedia.

    Album wydany został w specjalnej podwójnej edycji CD+DVD. Na płycie CD znalazły się przeboje muzyczne wykorzystane w filmie (wśród wykonawców są m.in. Mosqitoo, In-Grid, Marcin Rozynek), fragmenty muzyki instrumentalnej oraz wybrane fragmenty dialogów.

    Płyta DVD zawiera natomiast trailer, teledysk promujący film (do utworu Tede "T. D. F. ") oraz dokument o powstawaniu filmu. Po "Skazanym na bluesa" jest to już druga w ostatnim czasie ścieżka dźwiękowa do polskiego filmu wydana w tak atrakcyjnej formie (CD+DVD). Albumy te otwierają nową serię wydawniczą muzyki filmowej pod nazwą "Music & Movie". (ama)






    Aktorzy o filmie

    Jakub Tolak, Janek


    Dobrą rekomendacją dla filmu "Francuski numer" niech będzie fakt, że nie jest to typowa komedia. Jest to pewnego rodzaju lustro, w którym może się przejrzeć wielu Polaków. Nie bawi mnie humor w stylu "ciasto na twarzy". Lubię humor inteligentny, nieco absurdalny. Cieszę się więc, że właśnie w takim filmie przyszło mi zagrać. To moja pierwsza duża fabularna produkcja w Polsce. Na planie stworzyliśmy zgraną grupę. Zagrałem syna Jana Frycza i to było dla mnie wielkim przeżyciem. Jest on znakomitym aktorem, a mnie, początkującego, traktował jak równego sobie kolegę w pracy. Nigdy nie dawał nam odczuć, że oto przychodzi wielki aktor. Pierwszego dnia zdjęciowego poprosiłem, że jeżeli będzie miał jakieś uwagi, żeby mi powiedział, bo granie z nim jest dla mnie wielką szkołą. On mi na to odpowiedział: "Ja proszę cię o to samo".





    Piotr Borowski, Siergiej

    "Francuski numer" na pewno nie jest kolejną komedią romantyczną, bo na takie jest ostatnio moda. To film o Polakach, naszych przywarach, stereotypach tolerancji. Sprawy te są jednak podane zabawnie. Byłem obecny na pokazach przedpremierowych w kilku miastach. Widzę, że ludzie dobrze się na nim bawią i relaksują się. Praca na planie była bardzo ciekawa. Bardzo dużo zdjęć kręciliśmy we wnętrzu samochodu. Byłem w dosyć luksusowej sytuacji, bo siedziałem z przodu. Chłopaki w trójkę z tyłu mieli gorzej. Żeby jednak mi nie było za dobrze, jechałem z psem, buldogiem francuskim, który się ślinił i sapał. W samochodzie było trochę klaustrofobicznie. Najgorzej, gdy kręciliśmy zdjęcia stojąc na lawecie, a kamera była zamontowana z przodu, na masce. Wówczas na bocznych szybach przyklejoną mieliśmy folię. Ciasno, ciemno...





    Yaya Samake, Machu

    Jestem studentem V roku prawa w Warszawie. Moja przygoda z aktorstwem nie zaczęła się w Polsce. Już w Mali grałem w skeczach kabaretowych. Lubię się śmiać. Ale to w Polsce, podczas wakacji, przeczytałem ofertę, że poszukiwane są ciekawe twarze. Pomyślałem, że może to ja. Najpierw wystąpiłem w serialu "Na dobre i na złe", jako student medycyny. Ta przygoda trwała półtora roku. Potem w kilku odcinkach "Na Wspólnej". Nie spodziewałem się, że aktorstwo wciągnie mnie na taką skalę. Na planie najbardziej rozśmieszał mnie Jan Frycz, a konkretnie jego miny, tak, że czasami w ogóle nie mogłem grać. W "Francuskim numerze" jest wiele śmiesznych rzeczy, chociaż sporo wątków z racji różnic kulturowych było też dla mnie niezrozumiałych. Ja jednak lubię polskie komedie, a najbardziej "Seksmisję". (reg)

    Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.