Wybierz region

Wybierz miasto

    Życie Henryka Średnickiego

    Autor: Michał Micor

    2005-05-27, Aktualizacja: 2005-05-25 15:01 źródło: Dziennik Zachodni

    Henryk Średnicki to postać nietuzinkowa. Prowadził barwne życie. Jako jedyny Polak zdobył mistrzostwo świata w boksie. Zyskał uznanie Fidela Castro, był zatrzymany w Ugandzie.

    Henryk Średnicki to postać nietuzinkowa. Prowadził barwne życie. Jako jedyny Polak zdobył mistrzostwo świata w boksie. Zyskał uznanie Fidela Castro, był zatrzymany w Ugandzie. Średnicki choć nigdy nie zdobył medalu olimpijskiego uchodzi za jednego z najlepszych zawodników w historii polskiego boksu. Wyróżniał się niskim wzrostem, ale brak warunków fizycznych nadrabiał ogromną ambicją, wolą walki i siłą ciosu. Wiele walk rozstrzygnął przed czasem Inni pięściarze jak mogli unikali spotkania ze Średnickim. Był podziwiany nie tylko w kraju, ale także na świecie. Był na Kubie, odwiedził Afrykę i Azję.


    Na Czarnym Lądzie był w 1978 roku, tuż przed wojną jaką wywołał dyktator Ugandy Idi Amin Dada z Tanzanią. Mecz odbył się na głównym stadionie w Kampali. — Było ciemno i gorąco. Tymczasem na rozpoczęcie walk czekaliśmy kilka godzin, bo co chwila to zapowiadali, to odwoływali przyjazd Amina. Wreszcie się pojawił i mogliśmy rozpocząć. Pojedynek z Butambekim był bardzo ciężki. Przegrałem. Ale nie to było najgorsze. Sytuacja w kraju była napięta. Gdy zwiedzaliśmy miasto zatrzymało nas wojsko. Nie wiem za co. Pewnie myśleli, że jesteśmy szpiegami. Na szczęście skończyło się na strachu, nieporozumienie zostało wyjaśnione — wspomina.

    Olimpijskie rozczarowanie
    Zanim Średnicki trafił do boksu trenował podnoszenie ciężarów. Wyróżniał się siłą i atletyczną sylwetką. Brakowało mu jedynie wzrostu. Gdy miał piętnaście lat pobił pięciu cwaniaków, którzy zaatakowali jego starszego brata. — Myśleli, że jak jestem mikrus, to mi dadzą radę — uśmiecha się.

    Ojciec, Eugeniusz, który sam próbował swoich sił w boksie, nie był zachwycony wyczynem syna.

    — Mówił: Heniek nie jesteś łobuzem i nie będziesz się bił na ulicach. Zaprowadził mnie do hali gdzie trenowali bokserzy Górnika Siemianowice i zapisał do sekcji — opowiada Średnicki.

    Młody pięściarz znalazł swoje przeznaczenie. Robił furorę. Szybko pokonywał kolejne szczeble bokserskiego wtajemniczenia. Był najlepszy w młodzieżowcach, juniorach, a w 1974 roku zdobył swój pierwszy tytuł mistrza polski seniorów. Miał zaledwie 19 lat. Rok później powtórzył wyczyn i wywalczył sobie drogę do udziału w mistrzostwach Europy w Katowicach.

    Na ringu w Spodku medalu nie zdobył, ale przegrał nie z byle kim. Sposób na młodego Polaka znalazł Węgier Gyorgy Gedo, mistrz olimpijski z Monachium i dwukrotny mistrz Europy.
    Czas Średnickiego miał dopiero nadejść. Sukcesy rozpoczęły się w 1977 roku, od złotego medalu mistrzostw Europy w Halle. W finale wagi papierkowej pokonał Bułgara Georgi Georgiewa. Rok później przyszedł triumf w mistrzostwach świata i jak na razie jest to jedyny złoty medal Polaka w tej imprezie. W drodze do finału Średnicki pokonał kolejno: Czechosłowaka Vaclava Hornaka, Węgra Sandora Orbana i Aleksandra Michajłowa z ZSRR, wielkiego faworyta.

    — To była potwornie trudna walka. W pierwszej rundzie strasznie mnie obił. W kolejnych było już dużo lepiej. To ja byłem górą — wspomina z uśmiechem.

    W finale rywalem był Kubańczyk Hector Ramirez.
    Za zwycięstwo Średnicki otrzymał 1,6 tysiąca jugosłowiańskich dinarów i 8 tysięcy złotych. Na owe czasy sumę niebotyczną. W Polsce był noszony na rękach i wychwalany przez kibiców.

    W kolejnym roku znów okazał się najlepszy w mistrzostwach Starego Kontynentu.

    W kolekcji Średnickiemu brakuje tylko medalu olimpijskiego, choć dwukrotnie startował w igrzyskach olimpijskich. W Montrealu przegrał z Koreańczykiem Uk Li Byong, w Moskwie z zawodnikiem gospodarzy Mironiszczenką. — Bliżej medalu byłem w Moskwie. Szkoda, że nasi trenerzy nie zgodzili się na to bym walczył w kategorii koguciej, tylko w muszej. Jestem przekonany, że wówczas zdobyłbym medal — uważa.
    Po latach ówcześni szkoleniowcy reprezentacji Polski przyznali Średnickiemu rację. — Bardzo zależało mi na sukcesie. Duńczycy zaproponowali mi bowiem przejście na zawodowstwo. Władze się zgodziły, ale tylko pod warunkiem, że wywalczę medal. Oczywiście mogłem uciec, jednak nie chciałem zostawić żony. Ja ją kocham — dodaje.

    Trzy tony nadwagi
    Średnicki przed każdymi zawodami miał problemy z utrzymaniem wagi. Do legendy przeszły jego sposoby na zbijanie kilogramów. Jak obliczył przez całą karierę zrzucił trzy tony. Jednorazowo, najwięcej, było to ponad 9 kilogramów. — Zacząłem już w pociągu, w czasie podróży na mistrzostwa Europy. Opłaciło się. Zdobyłem złoto — mówi.
    Choć przeciętnie przed każdą walką musiał zrzucić trzy kilo, nie zawsze tak było.

    Kiedyś w meczu ligowym trenerzy wystawili go w trzech różnych kategoriach wagowych, a on zdobył sześć punktów. Takiego wyczynu nie dokonał chyba żaden bokser na świecie. — To było jeszcze w juniorach. Początkowo miałem walczyć w kategorii do 48 kg. Rywale się bali i oddali punkty walkowerem. Trenerzy wykombinowali, że mogę walczyć w wyższej wadze. Przed ważeniem nachlałem się wody. Ważyłem 51,200 kg. Wystawiono mnie w wadze muszej. Znów walkower. Pomyślałem: czemu nie walczyć w jeszcze wyższej wadze. Znów dzięki wodzie podniosłem wagę i zdobyliśmy kolejne punkty — wspomina.

    List do prezydenta
    Jak Średnicki mówi o sobie, jest jest niewykorzystanym talentem, a odpowiedzialność ponosi przede wszystkim on sam. Prowadził rozrywkowy tryb życia. Zdarzało się, że imprezował całą noc. Za brak dyscypliny wielokrotnie wylatywał z kadry. Ale zbliżał się mecz i w domu Średnickiego dzwonił telefon. Działacze Polskiego Związku Bokserskiego prosili go o powrót i pomoc w spotkaniu.

    Pod koniec kariery zamieszkał w Sosnowcu i walczył w Górniku. Władze nie pozwoliły mu przejść na zawodostwo. Załamał się. Coraz częściej zaczął jednak zaglądać do kieliszka, przytył i w 1988 roku postanowił powiedzieć pas.

    — Opamiętałem się w porę i wyszedłem z nałogu. Prof. Zbigniew Religa na pytanie czy ma problem z alkoholem odparł: Miałem, ale z tym skończyłem. Zaimponował mi tym. Trzeba umieć się przyznać do błędów — mówi Średnicki. — Tak dłużej nie dało się żyć. Nie krzywdziłem siebie, ale swoją żonę i córki. One przede wszystkim cierpiały. Teraz staram się to nadrobić.

    Po zakończeniu kariery pracował w kopalni na dole. Okazało się jednak, że jest chory i do górnictwa się nie nadaje. Lekarze podejrzewali raka. Po badaniach okazało się, że ma zaawansowaną gruźlicę i wodę w płucach. Potrzebna była operacja.

    Żył ze skromnej pensji. Aby utrzymać rodzinę Średnicki lał piwo w sosnowieckich knajpach na osiedlu Naftowa i w dzielnicy Pogoń. Sprzedawał też garnki na targu w Dąbrowie Górniczej.

    Boksu jednak nigdy nie zdradził. Szkolił młodzież. Pracował w Myszkowie, a ostatnio w Uczniowskim Klubie Sportowym Ring w Siemianowicach. Jest tam nie tylko trenerem, ale również prezesem. Z braku gotówki zawiesił jednak działalność klubu.
    O pomoc prosił też prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Chciał widzieć, dlaczego złoty medal mistrzostw świata jest gorszy od medalu olimpijskiego?

    Władze w odpowiedzi przyznały mu rentę. Dostaje 1050 złotych, połowę tego co przysługuje medaliście olimpijskiemu. Takie same pieniądze dostali też Józef Łuszczek i Jerzy Szczakiel.

    Średnicki postanowił zająć się teraz polityką. Chce wystartować w najbliższych wyborach do parlamentu. Zamierza walczyć o sportowców, młodzież i ludzi biednych. — Jestem postrzegany jako człowiek, który potrafi załatwić wiele spraw, ale nikomu nie będę nic obiecywał. Wyszedłem z rodziny górniczej. Wiem co to jest sukces i co bieda. Żadnej pracy się nie bałem i nie boję. Mam ponad 50 lat, ale umysł mi nie usechł lecz rozkwitł — wyjaśnia motywy swojej decyzji.




    Polski rok
    Średnicki w życiu spotkał dwie święte osoby: Jan Paweł II i Matkę Teresę z Kalkuty.

    Tę pierwszą poznał podczas tournee w Ugandzie.
    — Byliśmy oglądać leprozorium. Była tam taka jedna niepozorna zakonnica. Biła jednak od niej ogromna siła. Okazało się, że to Matka Teresa.

    Oprowadziła nas po szpitalu. Opowiadała z ogromnym zaangażowaniem — zachwyca się pięściarz.

    Z Ojcem Świętym nie rozmawiał, choć dwukrotnie starał się o audiencję u Jana Pawła II. Po raz pierwszy w 1980 roku. — Byliśmy na turnieju w Rzymie i organizatorzy obiecali nam załatwić audiencję. Skończyło się jedynie na wizycie na Placu Świętego Piotra — zmówi zawiedziony.

    Kolejna okazja nadarzyła się dwanaście lat później, gdy znów zawitał do stolicy Włoch. Tym razem wraz z Kabaretem Pigwa. Menedżer załatwił im bilety na audiencję. Niestety tylko jeden, a Średnicki był z córką. Posłał ją.

    Sam jednak nie zrezygnował ze spotkania z papieżem. Pojechał do letniej rezydencji Castelgandolfo. — Do środka oczywiście nie udało mi się wejść. Czekałem przed wejściem i doczekałem się. Wprawdzie nie rozmawiałem z Janem Pawłem II, ale widziałem go i to jest najważniejsze – chwali się.

    W życiu Średnickiego rok 1978 ma specjalne znaczenie. — To był rok Polski. Karol Wojtyła został papieżem, ja wywalczyłem mistrzostwo świata w boksie, a Józef Łuszczek w biegach narciarskich. Nikt nie powtórzył naszych wyników — kończy.

    Liczby
  • 2 razy Średenicki startował w igrzyskach olimpijskich w Montrealu (1976) i Moskwie (1980), ale medalu nie zdobył
  • 160 centymetrów ma wzrostu
  • 377 walk stoczył (oficjalnie) z których 339 wygrał, 8 zremisował i 30 przegrał.
  • Sonda

    Czy obawiasz się ptasiej grypy?

    • Nie (72%)
    • Tak (28%)